Rozmowa: Krzysztof Korwin-Piotrowski z Eweliną Mytych
Zdjęcia: Józef Ćwiek i archiwum Fundacji Arte Viva
Zespół z Ewadoru Ruana Salasaka działa dopiero od 4 lat, a ma już 540 tysięcy obserwujących na TikToku, prawie 45 tysięcy na Facebooku oraz 111 tysięcy subskrybentów na YouTube. Ich utworów można też słuchać na Spotify. Muzycy to Eliseo Jerez Masaquiza oraz Anibal Jerez Masaquiza. Mimo identycznych nazwisk nie są braćmi, lecz przyjaciółmi z tej samej miejscowości Salasaka w Ekwadorze. Artyści wystąpią 24 stycznia 2026 roku o 18.00 w Kinie Na Starówce w Żorach podczas koncertu „Karnawał w Rio”. Towarzyszyć im będą na scenie także: Felix Lala Quartet oraz Arte Viva ShowGirls. Organizatorami wydarzenia są: Fundacja Arte Viva, dyrektor artystyczny Krzysztof Korwin-Piotrowski i Ewelina Mytych. Współpraca: Miejski Ośrodek Kultury w Żorach, Scena Na Starówce.
Krzysztof Korwin-Piotrowski: Kiedy Pani poznała zespół Ruana Salasaka?
Ewelina Mytych: To był początek roku 2023. Ja już wtedy uczyłam się języka hiszpańskiego od około pół roku. Równocześnie zaczęłam wchodzić w świat Indian. Zapisałam się na różne fora muzyczne, zaczęłam subskrybować artystów, którzy reprezentowali ten typ muzyki. W pewnym momencie zauważyłam, że na moim koncie na TikToku, które już przekształcałam na hiszpańskojęzyczne, zaobserwował mnie zespół muzyków z Ekwadoru – Ruana Salasaka. W samym momencie artyści zaczęli mnie obserwować też na Facebooku. Oni pierwsi chcieli dodać mnie do znajomych. Ja również ich zasubskrybowałam. Zaczęłam z ciekawości przeglądać sobie, jacy to są muzycy i jaki typ muzyki reprezentują. No i wtedy zapoznałam się z tymi chłopakami.
Zaczęłam z nimi rozmawiać. Eliseo i Anibal opowiedzieli mi swoją historię, że pochodzą z prowincji Tungurahua w Ekwadorze, która znajduje się w pobliżu słynnego wulkanu Tungurahua w Andach, niedaleko Salasaki, czyli miejscowości, z której obaj pochodzą. Eliseo urodził się pierwszego czerwca, dokładnie w Dzień Dziecka w 1982 roku. Natomiast Anibal jest od niego dwa lata starszy i urodził się ósmego października 1980 roku.
Chłopcy dorastali w Salasace. Wcześniej znali się z widzenia. Nie chodzili razem do jednej klasy, ale uczyli się w tych samych szkołach. Po prostu, wie pan, była to znajomość tylko na „cześć”. Chłopcy uczyli się muzyki ze słuchu, ćwiczyli sobie na pierwszych instrumentach w swoich domach. Ale niestety sytuacja ekonomiczna w Salasace w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych była taka, że panowała tam dość duża bieda i rodziców nie było stać na to, żeby mogli uczyć się tej muzyki na uniwersytetach lub w szkołach muzycznych.
Natomiast oni mieli takie samozaparcie i dyscyplinę, że po prostu sami bardzo intensywnie się uczyli, sami ćwiczyli. Za każde zarobione pieniądze kupowali sobie kolejne instrumenty, coraz to nowsze. No i wie pan, przyszedł taki moment, że pod koniec lat dziewięćdziesiątych obaj wyemigrowali do Europy, najpierw Anibal, a kilka lat później Eliseo. Pracowali w różnych krajach. Przewijali się przez Niemcy, Belgię, aż w końcu trafili do Francji.
A proszę mi powiedzieć, jak to jest z nazwiskami rdzennych Amerykanów? Bo oni obaj nazywają się tak samo, a nie są rodziną.
Ja też na początku myślałam, że to są bracia i w ogóle chyba większość osób, które mają okazję ich poznać, myśli na początku, że to bracia, a oni nie są w ogóle spokrewnieni. Po prostu jest taka tradycja w kulturze latynoamerykańskiej, w Ekwadorze, w Peru, w Boliwii i w innych krajach, że tam nazwiska otrzymuje się po ojcu i po matce. Kobiety, wychodząc za mąż, swoich nazwisk nie zmieniają i dzieci mają nazwisko łączone po tacie i po mamie. Najpierw jest nazwisko ojca, potem matki. No ale w tym regionie jest tak, że zdecydowana większość osób ma to samo nazwisko albo w odwrotnej kolejności, czyli: Jerez Masaquiza albo Masaquiza Jerez, albo Jerez Jerez, albo Masaquiza Masaquiza. No i właśnie dlatego, że większość osób tak się nazywa, oni również mają te same nazwiska czyli Jerez Masaquiza.

I we Francji mają rodziny, i tam mieszkają na stałe?
Tak, we Francji pozakładali swoje rodziny. Ich żony przyjęły po nich te podwójne nazwiska, dzieci również. Więc te ekwadorsko-francuskie rodziny nazywają się tak samo. Mieszkają w ślicznej miejscowości Ernée w regionie, który nazywa się Mayenne. Oprócz muzyki zajmują się wytwarzaniem i sprzedażą rękodzieła indiańskiego. No bo tak naprawdę, wie pan, chyba wszyscy Indianie, którzy są uzdolnieni artystycznie, mają też polot do prac plastycznych, do wytwarzania biżuterii albo do malarstwa. Anibal i Eliseo akurat nie malują obrazów, ale potrafią wytwarzać piękną biżuterię artystyczną: kolczyki, bransoletki, wisiorki.

A łapacze snów też sami robią?
Tak, łapacze snów, czyli dekoracje do domu, są różnego rodzaju, od najmniejszych po największe, które możemy sobie powiesić na ścianach. No i te łapacze snów mają takie symboliczne znaczenie. Ja uważam, że mają wpływ na nasze sny, bo one nas po prostu uspokajają.
Tak, ja mogę powiedzieć z własnej perspektywy, że odkąd dostałem od nich, za Pani pośrednictwem, łapacze snów, mam trzy w jednej sypialni i od tego momentu zacząłem zapamiętywać swoje sny, a wcześniej w ogóle jakby ginęły w czeluści niebytu. Jak tylko się budziłem, otwierałem oczy, to już w ogóle nie wiedziałem, co mi się śniło. Teraz te sny są bardzo dla mnie realistyczne, ale równocześnie dobre. Na przykład przywołują mi ludzi, z którymi miałem kiedyś dobre relacje, potem były gorsze i te relacje poprawiają się w snach. I to jest właśnie niesamowite. Od momentu, kiedy powiesiłem na oknie i na ścianie te łapacze, to faktycznie nie mam żadnych koszmarnych snów. Bardzo często miałem takie sny wcześniej, czasem bardzo dramatyczne i straszne, z jakimiś czeluściami, przepaściami, zlatywaniem. A teraz mam sny w atmosferze domowej, z przyjaciółmi, z rodziną. Więc z mojej perspektywy to działa.
No to ja muszę panu powiedzieć o innej sytuacji. Ja mam kolczyki i wisiorek z łapaczami snów, więc proszę sobie wyobrazić, że z tym zasypiam. No i wie pan co? Miałam snów, które posiadały dobre znaczenie. Ma pan sto procent racji. Ktoś może mówić, że to są tylko wierzenia, ale ja jednak myślę, że jest w tym prawda.
Najważniejsze jest nastawienie człowieka, prawda? Mamy świadomość i podświadomość. To, że nasza podświadomość jakby ukierunkowuje się na coś pozytywnego, to jest bardzo miłe, bo nie dość, że lepiej się śpi, to człowiek budzi się z lepszym, bardziej optymistycznym nastawieniem do życia. A kolejna sprawa to muzyka andyjska, która koi nerwy. Dzięki Pani poznałem ostatnio panią Małgorzatę Neumann z Malborka, która ma kolekcję ponad stu płyt z muzyką andyjską i jeździ na takie koncerty. Okazało się, że była z całą grupą też na koncercie Leo Rojasa w Żorach, o czym nie wiedziałem. I teraz przyjechała oczywiście do Środzie Śląskiej z rodziną i znajomymi. Już kupiła bilety na koncert Ruany Salasaki w Żorach 24 stycznia i pytała o bilety na kolejny występ Leo. To będzie w ramach Wiślańskiego Festiwalu Opery i Musicalu 17 lipca 2026 roku w Amfiteatrze w Wiśle.

Przepiękne miejsce wśród gór, w otoczeniu wspaniałej przyrody, w Parku Kopczyńskiego. To miejsce jest absolutnie niesamowite. Tuż obok amfiteatru płynie rzeka Wisła. Słychać odgłosy przyrody, śpiew ptaków. Więc myślę, że Leo Rojas i jego zespół z Włoch będą zachwyceni.
Tak, oczywiście, że tak.

od lewej: Leo Rojas, Ewelina Mytych, Krzysztof Korwin-Piotrowski, Eliseo Jerez, Anibal Jerez, koncert w Kinie Na Starówce w Żorach 12.10.2025, fot. Józef Ćwiek
Ale wróćmy do rozmowy o zespole Ruana Salasaka. Drugi człon nazwy jest od regionu Salasaka, gdzie się urodzili. A skąd pochodzi słowo Ruana?
Bo to jest nazwa z języka kichua czyli ich języka rdzennego, plemiennego. I ta nazwa oznacza dosłownie ponczo z Salasaki. Po hiszpańsku byśmy powiedzieli Poncito de Salasaka, a po kuchuańsku – Ruana Salasaka. Tak to sobie nasi muzycy wymyślili. Ale też muszę panu powiedzieć ważną rzecz, ponieważ my ich zazwyczaj widzimy w ponczach. Czarne są ważnym elementem ich kultury, ponieważ oznaczają żałobę po ich królu, władcy Inków, który został w 1533 roku zamordowany przez konkwistadorów. I właśnie te poncza w kolorze czarnym są na znak żałoby. Poncza w kolorze czarnym w ich kulturze w ogóle symbolizują żałobę, ale też mogą je zakładać na jakieś poważne uroczystości. Natomiast poncza w kolorze białym to jest znak radości, fiesty, imprezy. Do ślubu też zakładają białe poncza, które symbolizują coś dobrego. No, czyli tak jak u nas. Przecież w europejskiej kulturze to samo.

od lewej: Anibal Jerez Masaquiza, Ewelina Mytych, Eliseo Jerez Masaquiza
Kolor czarny kojarzy się z żałobą, ale przecież również z elegancją, prawda? Na ważne uroczystości ludzie ubierają się na czarno. Kobiety zakładają czarne suknie, mężczyźni czarne garnitury albo smokingi i spodnie.
To jest akurat zbieżne z naszą kulturą.
A jak doszło do tego, że Eliseo i Anibal zaczęli współpracować, że założyli ten zespół i postanowili występować razem w Europie?
Pewnego wieczoru, jak rozmawiałam z naszymi muzykami, zapytałam ich, kiedy przyjadą do Polski z koncertem, a oni odpowiedzieli: Jeżeli nas ktoś zaprosi, to bardzo chętnie przylecimy. Ja wtedy odpowiedziałam: Na przykład ja was zaproszę. No i właśnie od tego się zaczęło. Zaplanowaliśmy pierwszy koncert na sierpień 2024 na Dolnym Śląsku, a potem to już wszystko potoczyło się tak, jak widzi. Były kolejne koncerty drugi, trzeci, czwarty. No i tak to trwa do dzisiaj.

Ale jak oni się w ogóle spotkali?
Po latach spotkali we Francji. Kojarzyli się z widzenia. Okazało się, że mieszkają blisko siebie. No i Eliseo zaproponował Anibalowi współpracę, która trwa cztery lata.
Natomiast chciałbym jeszcze, żeby pani powiedziała o repertuarze, ponieważ on jest bardzo urozmaicony.
Tak, z jednej strony są to tradycyjne andyjskie utwory, bo muzycy chcą podtrzymać tradycję swojego kraju, czyli nie zapominają o utworach z gatunku San Juanito – takich melodiach skocznych, do tańca, nawiązujących do folkloru Ekwadoru. Ale też ich ukłon w stronę publiczności europejskiej jest taki, że zaaranżowali wiele znanych utworów europejskich na fletniach Pana. To są utwory taneczne, melodyjne, ale oni też mają, mają w repertuarze pieśni sakralne, ponieważ organizowałam im również koncerty w kościołach. Można usłyszeć w ich wykonaniu takie utwory jak: Ave Maria, Wśród tylu dróg, Alleluja, Wierzę w Ciebie, Panie. Zespół Ruana Salasaka uświetnia też rozmaite wydarzenia, jubileusze czy imprezy firmowe. Utwory wykonywane przez nich porywają do tańca całe pokolenia, od juniora do seniora.
Słucham sobie często ich płyty Rok Słońca – Año del Sol, która zawiera dwanaście utworów.
Ten album ukazał się w maju 2024 roku. Tutaj są zarówno przeboje europejskie, jak i utwory tradycyjne z gatunku San Juanito, na przykład utwór Imbaburapak, który oznacza Vamos a Imbabura, czyli Chodźmy do Imbabury, tego sławnego wulkanu w Ekwadorze.
No i powiedzmy o tym, że właśnie w październiku 2025 roku, kiedy Leo Rojas z zespołem włoskim Band alla Italiana wystąpił w Kinie Na Starówce w Żorach na nasze zaproszenie (Fundacji Arte Viva, Krzysztofa Korwina-Piotrowskiego i Eweliny Mytych), Eliseo i Anibal Jerez dedykowali Leo ten utwór jako jego goście specjalni. To było wspaniałe. Ludzie byli zachwyceni. Cała publiczność i Leo też. To zostało nagrane i ukazało się w reportażu TVP.
Imbaburapak jest jednym z ich flagowych utworów z tradycyjnego gatunku San Juanito – to bardzo stara melodia. Jest więcej jeszcze takich utworów, na przykład Warmisita, Amigos, Churay, churay. Mamy też bardziej spokojne jak Intiwatay, ale są również covery jak Watch Over My Dreams Mario Spindlera.

Jeszcze na przykład jest na płycie Año del Sol taki utwór, który mnie niesamowicie wzruszył: My Sweet Indian Child – Moje urocze dziecko indiańskie.
To jest utwór, który powstał w hołdzie zamordowanym dzieciom w Amazonii. Bardzo, bardzo smutna historia. Powiem panu, że gdybyśmy się zagłębili w liryce tego utworu to tam jest siedem kropel krwi porównanych do siedmiu łez mordowanych dzieci.
Ale na płycie też jest Barka, która kojarzy się nam, Polakom, przede wszystkim z papieżem Janem Pawłem II. A przecież nie jest to hiszpańska pieśń religijna, do której zostały dopisane polskie słowa. Generalnie rzeczywiście Ruana Salasaka ma bardzo urozmaicony repertuar, co zaprezentowali także w Środzie Śląskiej. Koncert trwał dwie i pół godziny i widać, że publiczność nie miała dość, ponieważ prosiła o bis. Było standing ovation i mamy nadzieję, że tak samo będzie w Żorach 24 stycznia 2026 roku, prawda? Bilety można kupić na stronie KupBilecik, a także można je rezerwować w kawiarence Kina Na Starówce lub poprzez mail arteviva.korwin@gmail.com. Zapraszamy wszystkich na koncert Ruany Salasaki „Karnawał w Rio”, ale też wystąpi dodatkowo nowy zespół, wspaniały Felix Lala Quartet, który zaprezentuje latynoamerykańskie. No i jeszcze Arte Viva Showgirls, które przeniosą nas w rytmy samby brazylijskiej i atmosferę karnawału w Rio de Janeiro, więc myślę, że to będzie bardzo ciekawe połączenie.
Cieszę się, że mogę współorganizować z Panem ten koncert i będziemy go prowadzić razem. Myślę, że publiczność będzie zadowolona.
W sali widowiskowej Domu Kultury w Środzie Śląskiej koncert trwał 2 i pół godziny i jeszcze publiczność wołała „bis”, bijąc brawa na stojąco. Więc do zobaczenia w budynku Sceny Na Starówce w Żorach w sobotę 24 stycznia 2026 roku o 18.00 na koncercie „Karnawał w Rio – Ruana Salasaka”. Dziękuję za miłą rozmowę.
Ja również bardzo dziękuję, Panie Krzysztofie i do zobaczenia.

SPANISH
Ruana Salasaka: Un viaje musical de Ecuador a Europa
Entrevista: Krzysztof Korwin-Piotrowski con Ewelina Mytych
Fotografías: Józef Ćwiek y archivo de la Fundación Arte Viva
El grupo ecuatoriano Ruana Salasaka lleva apenas 4 años en actividad, pero ya cuenta con 540 mil seguidores en TikTok, casi 45 mil en Facebook y 111 mil suscriptores en YouTube. También se pueden escuchar sus canciones en Spotify. Los músicos son Eliseo Jerez Masaquiza y Anibal Jerez Masaquiza. A pesar de tener apellidos idénticos, no son hermanos, sino amigos de la misma localidad, Salasaka, en Ecuador. Los artistas se presentarán el 24 de enero de 2026 a las 18:00 en el Cine Na Starówce en Żory durante el concierto „Carnaval en Río”. También compartirán el escenario con: Felix Lala Quartet y Arte Viva ShowGirls. Los organizadores del evento son la Fundación Arte Viva, el director artístico Krzysztof Korwin-Piotrowski y Ewelina Mytych. Colaboración: Centro Cultural Municipal en Żory, Escena Na Starówce.
Krzysztof Korwin-Piotrowski: ¿Cuándo conoció al grupo Ruana Salasaka?
Ewelina Mytych: Fue a principios del año 2023. Ya estaba estudiando español desde hacía aproximadamente medio año. Al mismo tiempo, comencé a adentrarme en el mundo indígena. Me inscribí en diversos foros musicales, empecé a seguir a artistas que representaban este tipo de música. En un momento noté que en mi cuenta de TikTok, que ya estaba convirtiendo en hispanohablante, el grupo musical ecuatoriano Ruana Salasaka me había seguido. Justo en ese momento, los artistas empezaron a seguirme también en Facebook. Ellos fueron los primeros en querer añadirme como amiga. Yo también los seguí. Comencé por curiosidad a revisar quiénes eran esos músicos y qué tipo de música representaban. Y así conocí a esos chicos.
Empecé a hablar con ellos. Eliseo y Anibal me contaron su historia, que son de la provincia de Tungurahua en Ecuador, que está cerca del famoso volcán Tungurahua en los Andes, cerca de Salasaka, que es la localidad de donde ambos provienen. Eliseo nació el primero de junio, justo en el Día del Niño de 1982. En cambio, Anibal es dos años mayor y nació el ocho de octubre de 1980.
Los chicos crecieron en Salasaca. Antes se conocían de vista. No estaban juntos en la misma clase, pero estudiaron en las mismas escuelas. Simplemente, como usted sabe, era un conocimiento solo de saludo. Los chicos aprendieron música de oído, practicaban en sus primeros instrumentos en sus casas. Pero, lamentablemente, la situación económica en Salasaca en los años ochenta y noventa era tal que había una gran pobreza y los padres no podían permitirse que estudiaran música en universidades o escuelas de música.
Sin embargo, tenían tal determinación y disciplina que simplemente se formaron muy intensamente, practicaban por su cuenta. Con cada dinero ganado se compraban más instrumentos, cada vez mejores. Y, como usted sabe, llegó un momento, a finales de los años noventa, en que ambos emigraron a Europa, primero Anibal y unos años después Eliseo. Trabajaron en diferentes países. Pasaron por Alemania, Bélgica, hasta que finalmente llegaron a Francia.
Y, por favor, dígame, ¿cómo es lo de los apellidos de los indígenas americanos? Porque ambos se llaman igual, y no son familiares.
Yo también al principio pensé que eran hermanos y, de hecho, creo que la mayoría de las personas que tienen la oportunidad de conocerlos, piensan que son hermanos, aunque en realidad no están relacionados. Es simplemente una tradición en la cultura latinoamericana, en Ecuador, Perú, Bolivia y otros países, en los que se obtienen apellidos de los padres. Al casarse, las mujeres no cambian sus apellidos y los hijos tienen un apellido combinado del padre y la madre. Primero es el apellido del padre y luego el de la madre. Pero en esta región, la gran mayoría de las personas tienen el mismo apellido o en orden inverso, es decir: Jerez Masaquiza o Masaquiza Jerez, o Jerez Jerez, o Masaquiza Masaquiza. Y es precisamente por eso que, como la mayoría de las personas se llaman así, ellos también tienen los mismos apellidos, es decir, Jerez Masaquiza.
Y en Francia, ¿tienen familias y viven allí permanentemente?
Sí, en Francia han formado sus propias familias. Sus esposas adoptaron sus apellidos dobles y los hijos también. Por lo tanto, esas familias ecuatoriano-francesas tienen el mismo apellido. Viven en un hermoso lugar llamado Ernée en la región de Mayenne. Además de la música, se dedican a la producción y venta de artesanía indígena. Porque, en realidad, creo que todos los indígenas que tienen habilidades artísticas también tienen talento para las artes plásticas, para la producción de joyería o pintura. Anibal y Eliseo, en particular, no pintan cuadros, pero saben elaborar hermosa joyería artística: aretes, pulseras, colgantes.
¿Y también hacen atrapasueños?
Sí, los atrapasueños, es decir, decoraciones para el hogar, vienen en diferentes tamaños, desde los más pequeños hasta los más grandes que podemos colgar en las paredes. Y esos atrapasueños tienen un significado simbólico. Creo que influyen en nuestros sueños, porque simplemente nos tranquilizan.
Sí, puedo decir desde mi propia perspectiva que desde que recibí de ellos, a través de usted, un atrapasueños, tengo tres en una habitación y desde ese momento he empezado a recordar mis sueños, que anteriormente desaparecían en el abismo del olvido. En cuanto me despertaba, abría los ojos y ya no sabía qué había soñado. Ahora esos sueños son muy realistas para mí, pero al mismo tiempo son buenos. Por ejemplo, me traen a personas con las que tuve buenas relaciones en el pasado, luego esas relaciones se tornaron malas y mejoran en los sueños. Y eso es realmente increíble. Desde el momento en que colgué los atrapasueños en la ventana y en la pared, de hecho no he tenido pesadillas. Antes solía tener esos sueños a menudo, a veces muy dramáticos y aterradores, con abismos y caídas. Ahora tengo sueños en un ambiente hogareño, con amigos, con familia. Así que desde mi perspectiva, esto realmente funciona.
Entonces, debo decirle sobre otra situación. Tengo aretes y un colgante con atrapasueños, así que imagínese que duermo con ellos. Y, ¿sabe qué? He tenido sueños que tienen un buen significado. Tiene toda la razón. Alguien puede decir que son solo creencias, pero de verdad pienso que hay algo de verdad en esto.
Lo más importante es la actitud de la persona, ¿verdad? Tenemos conciencia y subconsciente. Que nuestro subconsciente se enfoque en algo positivo es muy agradable, porque no solo se duerme mejor, sino que uno se despierta con una mej