Autor: dr Krzysztof Korwin-Piotrowski
Zdjęcia: Joanna Miklaszewska – Teatr Wielki w Łodzi
Moje wrażenia po obejrzeniu po raz pierwszy w życiu scenicznej wersji zarzueli są wspaniałe. Zachwyciła mnie wielobarwna muzyka, w której dominują niezwykła energia i żywioł. Nawet w nastrojowych momentach nie ma nudy, wręcz przeciwnie – smutne arie i pieśni wnikają prosto w duszę, poruszając mocniej nasze serca. Hiszpański reżyser Jesús Garcia Salgado wspaniale oddał klimat Madrytu, ponad 3-milionowej metropolii, położonej na Wyżynie Kastylijskiej, u podnóża gór Sierra de Guadarrama. Temperament ludzi pokazanych na scenie jest niezwykły, chwilami przypominający polskich górali. Niektóre osoby są porywcze, szybko się denerwują, obrażają, są skłonne do bójek i awantur. Równocześnie mają w sobie duże pokłady serdeczności, skrywanej czasem pod maską obcesowego zachowania. To ludzie, którzy szczerze kochają albo nienawidzą. Potrafią się też wspaniale bawić. Łączą się w grupy i pomagają sobie nawzajem. Są bardzo uwrażliwieni na poczucie sprawiedliwości. Ich emocje budują temperaturę spektaklu.

Początek wywołał zaskoczenie. Artyści ubrani na czarno weszli na scenę, na której właściwie nic nie przykuwało wzroku. Było ponuro jak na zwykłej próbie, bez blasku reflektorów, bez ciekawej scenografii. Konsternacja artystów i niektórych widzów. Nic się nie dzieje. Nagle z góry, przez amfiteatr biegnie kurier. Nigdy nie był w operze, podoba mu się to miejsce. Wręcza dyrygentowi, maestro Piotrowi Sułkowskiemu, przesyłkę z Hiszpanii, prosto z Madrytu. To partytura z zarzuelą, więc można wreszcie grać. Orkiestra z impetem wykonuje uwerturę. Zjeżdża sztankiet, na którym zawieszone są kostiumy: suknie i falbaniaste spódnice dla kobiet oraz kamizelki dla mężczyzn. Artyści na oczach widzów przebierają się w piękne stroje. Nagle rozświetlają się elementy scenografii, tawerna zaczyna tętnić życiem. Na sztankietach zjeżdżają płótna, na których wyświetlane są projekcje z pięknymi hiszpańskimi budynkami. Przenosimy się do centrum Madrytu. Zaczyna się żywiołowy taniec, a potem jesteśmy świadkami dynamicznej akcji scenicznej z udziałem dużej ilości osób: solistów, epizodystów, chóru i baletu.

W świetnym widowisku zaprezentowanym w Teatrze Wielkim w Łodzi jest wielu różnych bohaterów, znanych z imienia, ale najbardziej zachwyciło mnie to, że mamy tu do czynienia z bohaterem zbiorowym. Są to zwykli mieszkańcy Madrytu, najczęściej robotnicy, którzy mają swoje normalne problemy związane z codziennym życiem. Nie ma tu jakichś wydumanych historii. Wiele osób może się więc utożsamić z tymi ludźmi na scenie. W Łodzi od ponad 100 lat szczególnie wybrzmiewa zbiorowy głos robotników. To metropolia, która była najważniejszym ośrodkiem przemysłu włókienniczego na terenach polskich. To miejsce z setkami kominów, famułami dla robotników oraz bogatymi pałacami i kamienicami osób, które dorabiały się na prowadzeniu fabryk. To również miasto, gdzie wielokrotnie mocno wybrzmiewał bunt robotników z walką o ich prawa. Wysoka temperatura buntu jest obecna w „La verbena de la Paloma”, a artyści chóru wraz z epizodystami i solistami wspaniale oddali te nastroje. Przypomniała mi się praca nad spektaklem „Człowiek z Manufaktury”. Wymyśliłem dla Łodzi ten tytuł widowiska operowego po to, aby pokazać przede wszystkim bohatera zbiorowego, który szanował Izraela Poznańskiego, ale też buntował się przeciw jego zasadom. Świetnie pokazała to w libretcie Małgorzata Sikorska-Miszczuk, a artyści chóru Teatru Wielkiego w Łodzi stworzyli wielką kreację zbiorową. We właścicielu fabryk łatwo odnaleźć z jednej strony wizjonera, a z drugiej – bezdusznego krwiopijcę. W „Fieście Palomy” nie ma tego problemu. Jedynie robotnicy narzekają na polityków, przedstawicieli rządu i ich decyzje czyli pojawia się tu ponadczasowy temat w każdej epoce i szerokości geograficznej.

Pierwszy akt łódzkiego spektaklu to zarzuela „La verbena de la Paloma” Bretóna. Natomiast w drugim akcie zostały wykorzystane fragmenty różnych zarzuel, więc spektakl zamienia się w rodzaj widowiska, którego łącznikiem jest muzyka i klimat hiszpańskiej fiesty, a scenariusz został stworzony, aby jakoś połączyć różne fragmenty. Wykorzystano w drugim akcie fragmenty zarzuel skomponowanych przez: Barbieriego, Chuecę, Penellę, Chapiego i Bretona. Aż 4 sceny pochodzą z „El barberillo de Lavapiés” Francisco Asenjo Barbieriego (1823-1894). Tytułowy Fryzjer przypomina Figara z „Cyrulika sewilskiego” Rossiniego. Myślę, że realizatorzy kierowali się tu zasadą wyboru pięknej, ciekawej muzyki i jej podporządkowali resztę. Faktycznie utwory są wspaniałe. Chyba zacznę tęsknić za zarzuelą i będę niecierpliwie czekać na kolejne widowiska tego typu w Polsce, a jeśli się nie doczekam, to polecę do Madrytu, do Teatro de la Zarzuela, który od połowy XIX wieku jest najważniejszym miejscem na świecie, prezentującym ten gatunek teatru muzycznego.

Zarzuela to w dużym uproszczeniu hiszpańska operetka. Są w niej partie śpiewane przez solistów i chór, są żywiołowe tańce oraz sceny mówione. Zarzuela czerpała z bogatej tradycji hiszpańskiej kultury narodowej, wykorzystując także takie tańce jak: habanera, seguidilla oraz bolero. Wracając do jednoaktówki „La verbena de la Paloma”, libretto Ricarda de la Vega jest świetne. Tomas Bretón tak się nim zachwycił, że stworzył muzykę w 19 dni: „Komponowałem w kawiarniach, tawernach, a nawet na ławkach na ulicy” – wspominał. Takie cytaty jak „¿Donde vas con manton de Manila?” (dokąd idziesz z chustą Manili) i „Tiene razon Don Sebastián” (ma rację Don Sebastian) funkcjonują w Hiszpanii jak przysłowia.

Ulica Palomy w Madrycie jest znana z figury Matki Boskiej, która pod koniec XVIII wieku dokonała różnych cudów. Świętuje się to coroczną verbeną, czyli festiwalem religijnym, który przeradza się w fiestę z tańcami i ulicznymi zabawami. Libretto Vegi pokazuje życie zwykłych ludzi w tę radosną noc. Jest to dla naszego kręgu kulturowego coś zupełnie innego, ponieważ najpopularniejsze w Polsce wiedeńskie operetki Straussa, Kalmana i Lehara przedstawiają zwykle życie arystokracji, która spędza czas na intrygach, balach, hulankach i zdradach (z porywami wielkiej miłości) oraz problemach z mezaliansami. Natomiast w zarzueli „La verbena de la Paloma” są pokazani głównie ludzie z klasy robotniczej: chulapas – dziewczyny elegancko ubrane na tę specjalną noc; lubieżni bogaci handlarze; seña (Señora) Rita, starsza kobieta, zauroczona Juliánem i pragnąca dla niego szczęścia. Julián jest zecerem w drukarni, wykształconym młodzieńcem z klasy robotniczej, wyróżniającym się inteligencją i poczuciem uczciwości oraz walki o ideały.

Muzyka jest wyrafinowana pod względem kompozycji. Zwłaszcza długa (może trochę za długa) pierwsza scena jest związana z fascynacją Bretóna twórczością Wagnera i późnymi dziełami Verdiego, ale oczywiście kompozytor nadał jej hiszpański koloryt i formę. Przykuwają uwagę także późniejsze fragmenty: wspaniała Soledad wykonana przy akompaniamencie barowego fortepianu oraz Habanera. Zachwycają swoim rytmem: radosne Coplas Don Hilarióna i przyjemna Mazurka. Warto zaznaczyć, że polskie mazurki trafiły do Europy Zachodniej pod koniec XVIII wieku, a bardziej rozprzestrzeniły się po upadku Powstania Listopadowego. Były tańczone we Francji, we Włoszech, w rozmaitych formach aranżowane i komponowane przez zachodnioeuropejskich twórców, trafiły nawet do Portugalii i Katalonii. Mazurka (połączenie polki z mazurem) Bretóna jest bardzo skoczna i radosna. Maestro Piotr Sułkowski jako kierownik muzyczny łódzkiego spektaklu wydobył rozmaite odcienie tej wielobarwnej muzyki, utrzymując pewną ręką zmienny rytm spektaklu, odpowiednio prezentując energię oraz temperament, a także nastrojowe fragmenty.

„La verbena de la Paloma” rozpoczyna się od wspaniałego Preludio z radosnym tańcem.
Scena 1. Poznajemy bohaterów: Don Hilarióna i jego przyjaciela Don Sebastiána. Rozmawiają o ich dolegliwościach i okropieństwach współczesnej nauki („El aceite de ricino”). Julián i Rita, żona barmana, mówią o obsesji Juliána na punkcie kapryśnej Susany. Mąż Rity gra w karty z kilkoma kolegami. W solowej arii Julián przyznaje się do swojej okropnej zazdrości („Tambien la gente del pueblo”), a Rita go pociesza. Dozorca i jego żona kłócą się o to, czy położyć dziecko spać w ten upalny wieczór. Ludzie kupują pączki, churrosy i napoje w piekarni. Scena kończy się wspaniałym utworem Seguidilla, kiedy wszyscy przygotowują się do zabawy podczas verbeny ku czci Maryi Gołębicy („Por ser la Virgen de la Paloma”). Julián mówi Ricie, że rano widział Susanę jadącą w powozie z jakimś mężczyzną i zamierza zrobić z tego powodu awanturę. Rita uspokaja go, przekonuje, że pewnie w tym powozie była też inna kobieta – i zabiera Juliána na festyn. Don Sebastián oskarża aptekarza o to, że jest starym lubieżnikiem. Wtedy Don Hilarión przedstawia przyjacielowi swoją filozofię dotyczącą spraw erotycznych: nie przejmuje się opinią publiczną, lubi kobiety i chętnie płaci za swoje przyjemności, więc wszyscy są zadowoleni (Coplas: „Tiene razon Don Sebastián”). Teraz jest zainteresowany dwiema siostrami, blondynką i brunetką (Casta i Susana).
Scena 2. Ulica w dzielnicy Latina. Casta i Susana siedzą w Café de Mellila ze swoją ciotką Antonią, sąsiadami i dwoma policjantami. Soledad jest śpiewana przez piosenkarkę flamenco z akompaniamentem fortepianu („¡Ay! En Chiclana me crié”). Dziewczyny porównują zalety Juliána i Don Hilarióna, ale hałas psów Antonii zmusza je do powrotu do domu. Gdy zapada noc, strażnik i dwaj policjanci, w towarzystwie wielu innych osób, narzekają na lokalną politykę, wykonując bez entuzjazmu swoje obowiązki (Nocturno: „¡Buena está la política!”.) Don Hilarión przychodzi po to, aby zabrać dwie dziewczyny na festyn, ale zanim to zrobi, pije drinka z młodymi kobietami i Antonią („¡Oh, qué noche me espera!”) oraz tańczą Mazurkę razem z radosnym tłumem. Barman pojawia się z przyjaciółmi, a Rita przychodzi z Juliánem. Rita próbuje go przekonać, że jeśli Susana go nie chce, to nie ma sensu robić z tego afery (Duet: „Ya estas frente a la casa”). Drukarz nie może uwierzyć, widząc dwie dziewczyny flirtujące z aptekarzem (kwintet: „Linda Susana”). Julián odciąga Susanę od wściekłego Don Hilarióna i pyta, dokąd dziewczyna się wybiera. Po chwili ciszy rozpoczyna się Habanera concertante: „¿Donde vas con manton de Manila?”. Antonia grozi Juliánowi, że poszczuje go psami. Różni ludzie próbują powstrzymać Juliána przed atakowaniem Don Hilarióna. Susana drwi sobie z Juliána. W końcu wszyscy udają się na festyn.
Scena 3. Przed sklepem Don Sebastiána. Fiesta trwa. Don Sebastián ma kłopoty ze swoją żoną, córką i służbą, którzy chcą wyjść i dołączyć do zabawy. Julián szuka w tłumie don Hilarióna, który ukrywa się w sklepie przyjaciela. Rita szuka Juliána, ale Antonia i jej psy znajdują go pierwsze i mężczyźni zostają aresztowani przez policję za pijaństwo i znieważenie funkcjonariusza, gdy dochodzi do bójki. Don Sebastián interweniuje w imieniu Juliána, który wchodzi do sklepu, aby zmienić spodnie podarte przez psy. Stary aptekarz wybiega z lokalu, ścigany przez wściekłego drukarza. Susana, Rita i Casta uspokajają go, kochankowie godzą się i tłum powtarza seguidillę: „Por se la Virgen de la Paloma”.

W finale łódzkiego spektaklu ciotka Antonia zostaje aresztowana za pieniactwo, pijaństwo i obrazę żandarmów. Wzbudza wielki śmiech na widowni swoim zachowaniem. Jest wulgarna i przaśna. Sceny z drugiego aktu z jej udziałem są według mnie trochę zbyt przerysowane, ale pewnie wielu ludziom na widowni to nie przeszkadza. Drugi akt, jak już wcześniej wspomniałem, to fragmenty różnych zarzuel i popisy wokalne oraz taneczne podczas fiesty, co sprawia, że temperatura na scenie i widowni jest gorąca.

W spektaklu Teatru Wielkiego w Łodzi trzeba pochwalić wspaniały zespół chóru ze zindywidualizowanymi postaciami z krwi i kości, pełnymi temperamentu i zadziorności. Zachwycające są sceny taneczne z baletem, który jest przecież jednym z najlepszych w tej części Europy. Znakomicie zaprezentowała się orkiestra pod dyrekcją maestro Piotra Sułkowskiego. Bardzo licznej obsady solistów i epizodystów nie jestem w stanie wymienić. Chciałbym jednak zwrócić szczególną uwagę na śpiewaków, wyróżniających się głosem, temperamentem i aktorskim talentem. Podczas premierowego spektaklu 14 lutego 2026 roku byli to: Adrian Domarecki (Julián), Bernadetta Grabias (Seña Rita), Aleksandra Orłowska (Susana), Hanna Okońska (Paloma), Dawid Safin (Don Hilarión), Andrzej Kostrzewski (Don Sebastián), Arkadiusz Anyszka (El Barbiero Lamparilla), Olga Maroszek (Cantaora), Agnieszka Makówka (Margarita La Roteña), Patrycja Krzeszowska (Candelaria). Autorką ciekawej scenografii jest Eva Iszoro, bardzo ładne kostiumy zaprojektowała Małgorzata Żak, a świetną choreografię wymyśliła Malena Mexia. Na całością czuwał wyjątkowy artysta Jesús Garcia Salgado – nie tylko reżyser, ale też autor adaptacji scenicznej i dramaturgii całego widowiska. Warto więc przyjechać do Teatru Wielkiego w Łodzi na zarzuelę. Oby długo była w repertuarze.

