reklama

Kuba Wnuk o Festiwalu „Dwa Zamki” – Szczecin łączy się z ruinami zamku w Dobrej

Trudno wymyślić lepszą scenografię niż autentyczny mur, który stoi tam od kilkuset lat” – mówi dyrygent Kuba Wnuk. 28 i 29 sierpnia 2026 roku w ruinach zamku w Dobrej koło Nowogardu odbędzie się pierwsza edycja Festiwalu „Dwa Zamki”, organizowanego przez Operę na Zamku w Szczecinie. Jego kulminacją będzie gala operowa „Drzwi do zamku – drzwi do baśni”. Jak brzmi opera wśród zamkowych ruin i pod otwartym niebem? O tym, co daje muzyce wyjście z teatru, jak zmienia ją otwarta przestrzeń i jak trzeba prowadzić solistów i orkiestrę w plenerze, z Kubą Wnukiem rozmawiała Magdalena Jagiełło-Kmieciak.

Magdalena Jagiełło-Kmieciak:

Festiwal „Dwa Zamki” łączy Szczecin z ruinami w Dobrej k. Nowogardu. Skąd wziął się pomysł, żeby przenieść operę właśnie w to miejsce?

Kuba Wnuk:

Sam pomysł festiwalu wyszedł od dyrektora Opery na Zamku w Szczecinie Jacka Jekiela i muszę przyznać, że od początku bardzo mi się spodobał. Opera na Zamku ma przecież pewne zobowiązanie zapisane już we własnej nazwie – skoro jesteśmy „na Zamku”, to dlaczego od czasu do czasu nie pojechać „na” inny zamek? A ruiny w Dobrej są miejscem absolutnie nietuzinkowym. Mają swoją historię, swoją atmosferę, są bardzo malownicze, a przy tym nie są przestrzenią oczywistą dla opery.

Jest w tym też drugi, bardzo ważny dla nas wymiar. Teatr publiczny nie powinien ograniczać swojej działalności wyłącznie do własnego budynku i do publiczności, która sama do niego przyjdzie. Wyjazdy w teren są czymś, co Opera na Zamku robi i co, moim zdaniem, robić powinna. Szczególnie zależy nam na docieraniu z kulturą wysoką do mniejszych miejscowości, gdzie dostęp do opery czy dużych koncertów symfonicznych siłą rzeczy jest mniejszy. Tyle że nie chcemy przywozić tam „produktu zastępczego”, jakiegoś uproszczonego programu na wyjazd. Chcemy zrobić wydarzenie, dla którego Dobra i właśnie te ruiny są właściwym miejscem. I stąd wzięła się cała idea „Dwóch Zamków” – z połączenia dwóch miejsc, ale też dwóch publiczności.

W operze zamek bywa miejscem władzy, miłości, intrygi, czasem tragedii. Które z tych znaczeń były dla Pana najważniejsze przy układaniu programu gali „Drzwi do zamku – drzwi do baśni”?

Chyba najbardziej interesowała mnie wieloznaczność zamku. Bo rzeczywiście: w operze otwieramy drzwi do zamku i właściwie nigdy nie wiemy, co będzie za nimi. Może być wielka miłość, może być bal, może być dworski ceremoniał, ale równie dobrze za chwilę ktoś kogoś zdradzi, otruje albo zasztyletuje. Opera ma pod tym względem dość bogaty repertuar możliwości.

Dlatego nie chciałem budować programu wyłącznie z numerów, które dosłownie „dzieją się na zamku”. Bardziej chodziło mi o pewien świat skojarzeń: baśń, noc, tajemnicę, miłość, ale też dramat i grozę. Tytuł „Drzwi do zamku – drzwi do baśni” daje nam możliwość wejścia w kilka różnych muzycznych światów. I program jest właśnie tak pomyślany – żeby te drzwi co chwilę prowadziły gdzie indziej. Są oczywiście rzeczy bardzo znane, bo gala operowa powinna też dawać publiczności przyjemność spotkania z muzyką, którą kocha i rozpoznaje, ale staraliśmy się dorzucić do tego kilka mniej oczywistych tytułów i drobnych smaczków.

Tytuł gali sugeruje wejście w baśniowy świat. W kulturze łatwo dziś pomylić baśń z dekoracyjnością. Jak opowiedzieć o tajemnicy i magii zamku, nie uciekając się do łatwych efektów i ckliwości?

Przede wszystkim zaufać muzyce. Ona naprawdę nie potrzebuje aż tak wiele pomocy. Jeżeli mamy ruiny zamku, zapadający wieczór, otwarte niebo, orkiestrę i śpiewaków, to już jesteśmy w sytuacji, której nie trzeba na siłę „ubaśniowiać”. Wręcz przeciwnie – gdybyśmy dołożyli do tego jeszcze nadmiar dekoracji, efektów i teatralnych sztuczek, bardzo łatwo byłoby przekroczyć granicę dobrego smaku.

Zresztą baśń wcale nie musi oznaczać czegoś słodkiego. Te prawdziwe baśnie są często mroczne, dziwne, czasem nawet okrutne. Jest w nich coś, czego nie rozumiemy do końca – i właśnie to jest ciekawe. Chciałbym, żebyśmy raczej zostawili publiczności przestrzeń dla wyobraźni, niż próbowali wszystko za nią dopowiedzieć. Ruiny robią tu zresztą połowę pracy za nas. Trudno wymyślić lepszą scenografię niż autentyczny mur, który stoi tam od kilkuset lat.

Kuba Wnuk, fot. Katarzyna Sobeńko @Opera na Zamku w Szczecinie

W plenerze akustyka „zachowuje się” zupełnie inaczej niż w sali koncertowej. Czy ruiny są dla dyrygenta bardziej partnerem czy przeciwnikiem? Co taka przestrzeń odbiera muzyce, a co jej daje?

Jednym i drugim. Z punktu widzenia czysto muzycznego sala koncertowa czy teatr są oczywiście środowiskiem bardziej przewidywalnym. Budynek ma określoną akustykę, dźwięk wraca, mamy rezonans, do którego można się przyzwyczaić. W plenerze część dźwięku po prostu ucieka. Do tego dochodzi pogoda, wiatr, temperatura – nagle okazuje się, że dyrygent zaczyna interesować się rzeczami, które w kanale orkiestrowym raczej nie zaprzątają mu głowy.

Ale w zamian dostajemy coś, czego żadna sala nie jest w stanie wyprodukować. Dostajemy prawdziwą przestrzeń. Jeżeli muzyka brzmi pod otwartym niebem, pomiędzy murami, które same niosą ze sobą historię, zmienia się sposób jej odbioru. Nie powiedziałbym, że brzmi „lepiej” albo „gorzej”. Po prostu znaczy trochę co innego. Naszym zadaniem jest technicznie zrobić wszystko, żeby to, co plener muzyce odbiera, możliwie dobrze zrekompensować, a jednocześnie wykorzystać to, co nam daje.

Czy w tym programie są momenty, które szczególnie „domykają się” właśnie w przestrzeni ruin, a w teatrze brzmiałyby zupełnie inaczej?

Tak, zdecydowanie. I właśnie przy układaniu programu bardzo mnie interesowało, co się stanie, kiedy konkretną muzykę wyjmiemy z teatru i postawimy w prawdziwych ruinach. Są fragmenty związane z nocą, tajemnicą, światem nadprzyrodzonym czy po prostu z pewnym romantycznym wyobrażeniem zamku – i one nagle przestają być wyłącznie teatralną konwencją.

W teatrze, kiedy orkiestra zaczyna budować nastrój nocy, trzeba nam trochę uwierzyć: mamy dekorację, światło, scenografię. Tutaj wystarczy podnieść głowę i ta noc naprawdę nad nami jest. To samo dotyczy murów zamku. One nie udają historii. One nią są. I myślę, że w kilku miejscach programu pojawi się właśnie taki moment, kiedy muzyka i przestrzeń nagle spotkają się ze sobą bardzo naturalnie. Nie chciałbym zresztą wszystkich tych momentów wcześniej zdradzać – dobrze, żeby kilka drzwi pozostało zamkniętych do samego koncertu.

Jak prowadzi się muzyków, kiedy zamiast sceny mają wokół siebie stare mury, otwarte niebo i zupełnie inny rodzaj rezonansu?

Technicznie – trzeba być chyba jeszcze bardziej konkretnym niż zwykle. Muzycy gorzej słyszą siebie nawzajem, odległości zaczynają mieć większe znaczenie, dźwięk nie wraca tak, jak jesteśmy do tego przyzwyczajeni. W teatrze orkiestra po kilku próbach właściwie „uczy się” przestrzeni. W plenerze ta przestrzeń potrafi się jeszcze zmienić między próbą a koncertem, bo zmieni się pogoda czy wiatr.

Ale jest też druga strona. Muzycy bardzo szybko czują, że to nie jest kolejny zwyczajny wieczór w kanale orkiestrowym. Samo miejsce uruchamia pewien rodzaj koncentracji i – powiedziałbym – frajdy z grania. My przecież też lubimy czasem wyjść z budynku. Dyrygent również. Oczywiście pod warunkiem, że nie pada.

Co zostaje w Pana pamięci po pracy w takiej przestrzeni – coś, czego nie ma w budynku?

Chyba przede wszystkim poczucie niepowtarzalności. W teatrze spektakl jest częścią pewnego rytmu: próby, premiera, kolejne przedstawienia, wznowienie. I to jest wspaniałe, bo dzieło może dojrzewać. Natomiast wydarzenie plenerowe ma w sobie coś jednorazowego. Ten konkretny wieczór, ta pogoda, to światło, ta publiczność – drugi raz już się dokładnie nie zdarzą.

Bardzo lubię też ten moment, kiedy przyjeżdżamy z orkiestrą do miejsca, w którym na co dzień orkiestry po prostu nie ma. Nagle pojawiają się pulpity, instrumenty, śpiewacy, zaczyna się próba i przestrzeń dostaje zupełnie nowe życie. A potem przychodzą ludzie – często również tacy, którzy być może nie przyjechaliby specjalnie na spektakl operowy do Szczecina. Jeżeli po takim wieczorze ktoś pomyśli: „to właściwie było świetne, może kiedyś pojadę zobaczyć operę w teatrze”, to dla mnie jest to ogromna wartość.

I może właśnie na tym najbardziej polegają „Dwa Zamki”. Nie chodzi tylko o to, że Opera na Zamku jedzie „na” drugi zamek. Chodzi o otwieranie drzwi w obie strony.

Dziękuję za rozmowę.

FESTIWAL „DWA ZAMKI” OPERY NA ZAMKU W SZCZECINIE W DOBREJ K. NOWOGARDU – MUZYCZNA PODRÓŻ PRZEZ EPOKI

28–29 sierpnia 2026 roku Opera na Zamku w Szczecinie zainauguruje pierwszą edycję Festiwalu „Dwa Zamki”. Wraz z Domem Kultury w Dobrej k. Nowogardu festiwal połączy dwa wyjątkowe, historyczne miejsca Pomorza Zachodniego – szczeciński Zamek Książąt Pomorskich, od ponad pół wieku siedzibę naszego teatru, oraz rewitalizowane ruiny średniowiecznego zamku w Dobrej k. Nowogardu. Finałem będzie Gala Operowa – „Drzwi do zamku – drzwi do baśni” pod batutą Kuby Wnuka 29 sierpnia (sobota). Wystąpią soliści i orkiestra Opery na Zamku. Gospodarzem wieczoru będzie Jerzy Snakowski. Wstęp darmowy – zapraszamy!

Festiwal pomyślany został jako spotkanie historii, architektury i muzyki. Ma zwrócić uwagę na bogate dziedzictwo kulturowe Pomorza Zachodniego, przypominając o jego wielowiekowych tradycjach i jednocześnie pokazując, że zabytkowe przestrzenie nie są przeszłością i wciąż potrafią tętnić życiem artystycznym.

  • Pierwszy dzień festiwalu – Kościół pw. św. Klary w Dobrej

Pierwszy dzień festiwalu rozpocznie się w kościele pw. św. Klary w Dobrej. Świątynia ta należy do najcenniejszych zabytków miejscowości. Jej początki sięgają średniowiecza – obecny gotycki kościół wzniesiono w drugiej połowie XIV wieku. Wnętrze kościoła zachowało liczne elementy wyposażenia nowożytnego: renesansową ambonę z końca XVI wieku, wczesnobarokowy ołtarz z 1614 roku oraz bogato dekorowany strop z późnobarokową polichromią. Tuż obok świątyni znajdują się ruiny dawnego zamku rodu von Dewitz – dodatkowo wzmacniające historyczny wymiar tego zachwycającego miejsca. Koncert inauguracyjny rozpocznie się o godz. 19.00. Wystąpi Chór Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego pod dyrekcją prof. Ryszarda Handke, któremu towarzyszyć będzie zespół smyczkowy Opery na Zamku w Szczecinie oraz organista Jakub Lebioda. Wieczór otworzy „Concertino Pastorale” Johna Irelanda – jednego z najwybitniejszych brytyjskich kompozytorów pierwszej połowy XX wieku. Utwór, liryczny i kontemplacyjny, wpisuje się w tradycję angielskiej muzyki pastoralnej i należy do najbardziej rozpoznawalnych dzieł kameralnych kompozytora. Centralnym punktem programu stanie się „Cantique de Jean Racine” op. 11 Gabriela Faurégo – jedno z najwcześniejszych i zarazem najczęściej wykonywanych jego dzieł. Kompozycja z 1865 roku, oparta na francuskim przekładzie hymnu „Consors paterni luminis” autorstwa Jeana Racine’a, łączy prostotę środków z wyjątkową subtelnością harmoniczną i kantylenową linią melodyczną. W Dobrej zabrzmi w wersji na chór mieszany i zespół smyczkowy. Program dopełnią utwory chóralne a cappella oraz dzieła organowe, które wykorzystają akustykę historycznej świątyni jako naturalne przedłużenie brzmienia.

  • Drugi dzień festiwalu – ruiny zamku i jarmark

Drugi dzień festiwalu przenosi się do ruin zamku w Dobrej. Historia tej warowni sięga końca XIII wieku. Zamek wzniesiono prawdopodobnie z inicjatywy Przybysława IV z Parchimia, a następnie rozbudowano go staraniem rodu von Dewitz, który uczynił z niego jedną z najpotężniejszych rycerskich siedzib na Pomorzu Zachodnim. W XIV i XV wieku zamek rozrastał się stopniowo – powstawały kolejne skrzydła mieszkalne i systemy murów obronnych. W XVI wieku przekształcono go w renesansową rezydencję obronną. Kolejne stulecia przyniosły powolny upadek: w XVII i XVIII wieku, a ostatecznie na początku XIX wieku część zabudowań rozebrano jako źródło materiału budowlanego. Do dziś przetrwały fragmenty murów, relikty zabudowy mieszkalnej oraz pozostałości wieży. Ruiny, osadzone na naturalnym wyniesieniu terenu, pozostają jednym z najważniejszych punktów historycznych regionu. Od godziny 15.00 do 20.00 przestrzeń wokół zamku wypełni historyczny jarmark. Spotkają się tu rzemieślnicy, rekonstruktorzy historyczni oraz publiczność uczestnicząca w wydarzeniach popularyzujących kulturę i obyczajowość średniowiecza. Oprawę muzyczną zapewni zespół The Medievals, specjalizujący się w wykonawstwie muzyki dawnej.

  • Gala Operowa – „Drzwi do zamku – drzwi do baśni”

Kulminacją festiwalu będzie Gala Operowa „Drzwi do zamku – drzwi do baśni”, rozpoczynająca się o godz. 20.00 w przestrzeni ruin zamkowych. Jej motywem przewodnim jest zamek jako przestrzeń wyobraźni – miejsce, w którym historia, legenda i baśń przenikają się bez wyraźnych granic. Dobór repertuaru nie jest przypadkowy: większość utworów prowadzi przez świat romantycznej fantazji, archetypów i uniwersalnych historii o miłości, przeznaczeniu, walce dobra ze złem… Już uwertura do „Wolnego strzelca” Carla Marii von Webera otwiera tę opowieść, wprowadzając w świat romantyzmu, karmionego legendą, ludową narracją i zjawiskami nadprzyrodzonymi. To pierwsza wielka opera romantyczna, w której baśń i rzeczywistość splatają się w jeden dramat o odwiecznym konflikcie dobra i zła. Od niej zaczyna się symboliczne otwarcie „drzwi do baśni”. Kolejne utwory prowadzą przez operowe światy zamieszkiwane przez postaci znane zbiorowej wyobraźni: kochanków, bohaterów, heroiny, władców, ojców, błaznów i outsiderów. Sceny rozgrywają się w zamkach i pałacach, w przestrzeniach odległych od codzienności – bliskich raczej mitowi niż realności. Rafał Bartmiński wykona między innymi „E lucevan le stelle” z „Toski” Giacoma Pucciniego, Maria Rozynek zaprezentuje m.in. walc Julii „Je veux vivre” z opery „Roméo et Juliette” Charles’a Gounoda oraz scenę „Regnava nel silenzio” z „Lucii di Lammermoor” Gaetana Donizettiego. Joanna Tylkowska-Drożdż wykona m.in. arię Amelii „Morrò, ma prima in grazia” z „Balu maskowego” Giuseppe Verdiego oraz „Vissi d’arte” z „Toski” Giacoma Pucciniego. Karol Skwara zaprezentuje m.in. arię Skołuby „Ten zegar stary” ze „Strasznego dworu” Stanisława Moniuszki. A to tylko część repertuaru. Istotną częścią programu są także sceny zespołowe: monumentalna scena Filipa II i Wielkiego Inkwizytora z „Don Carla” Giuseppe Verdiego oraz słynny kwartet „Bella figlia dell’amore” z „Rigoletta”. Sama przestrzeń zamku nie jest tu tłem, lecz współtwórcą wydarzenia. Ruiny w Dobrej stają się scenografią, która oddycha razem z muzyką, a publiczność przekracza symboliczną bramę między historią a opowieścią. Opera w tym ujęciu staje się współczesną baśnią – formą opowiadania o emocjach, które nie zmieniają się wraz z epokami: miłości, zazdrości, poświęceniu, tęsknocie i walce o własne szczęście. Dzięki temu gala staje się nie tylko prezentacją repertuaru, lecz także opowieścią o potrzebie historii. Wykonawcami gali będą soliści i Orkiestra Opery na Zamku w Szczecinie pod dyrekcją Kuby Wnuka. Gospodarzem wieczoru będzie Jerzy Snakowski. Pierwsza edycja Festiwalu „Dwa Zamki” ma stać się początkiem nowej tradycji artystycznej na mapie Pomorza Zachodniego, łączącej wysoką kulturę muzyczną z promocją dziedzictwa historycznego regionu.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego, w ramach programu „Muzyka”, realizowanego przez Narodowy Instytut Muzyki i Tańca.

Dofinansowano ze środków Województwa Zachodniopomorskiego w ramach dotacji celowej na realizację zadania