reklama

„Polskie Requiem” Pendereckiego – mistyczny wieczór w Białymstoku

Autor: Krzysztof Korwin-Piotrowski

Fot.: Michał Heller, Opera i Filharmonia Podlaska

To był wyjątkowy, niepowtarzalny wieczór. Publiczność, która wypełniła dużą salę Opery i Filharmonii w Białymstoku, uczestniczyła w wydarzeniu nie tylko muzycznym, ale także historycznym, patriotycznym i religijnym. „Polskie Reqiuem” to jedno z najważniejszych dzieł Krzysztofa Pendereckiego, które powstawało, z długimi przerwami, przez 26 lat. Jest w nim groza wojny, jest cierpienie milionów, ale również jednostek. Jest zaduma nad losem naszego kraju, bunt wobec okrucieństwa niemieckiego okupanta i radzieckiego potwora.

„Dies irae” to potężna muzyka obrazująca tragedię Powstania Warszawskiego. Przejmujące „Recordare” zostało poświęcone św. Maksymilianowi Kolbe. Mocne „Libera me” z odgłosami wojennych wystrzałów nawiązuje do ofiar Katynia, polskich oficerów, wśród których był bliski członek rodziny Krzysztofa Pendereckiego. „Quid sum miser” odwołuje się do ofiar warszawskiego getta. Penderecki wychował się w Dębicy, gdzie połowę mieszkańców stanowili Żydzi, a w czasie wojny też było tam getto, więc na własne oczy widział okrucieństwo niemieckich nazistowskich barbarzyńców. Jest przejmujący smutek po śmierci kardynała Stefana Wyszyńskiego w „Agnus Dei” i papieża Jana Pawła II w „Chaconne”.

Maestro Łukasz Borowicz wspaniale poprowadził orkiestrę Opery i Filharmonii Podlaskiej, a także chór, przygotowany przez prof. Violettę Bielecką. Znakomicie zostali dobrani soliści, których można nazwać „dream team”: Iwona Hossa, Anna Lubańska, Rafał Bartmiński i Wojtek Gierlach. Wszyscy są wybitni, wszyscy wielokrotnie występowali w dziełach Krzysztofa Pendereckiego, który ich bardzo wysoko cenił, podobnie jak Elżbieta Penderecka, która często zapraszała ich na Wielkanocny Festiwal Ludwiga van Beethovena i która objęła białostockie wykonanie „Polskiego Requiem” swoim honorowym patronatem. Nie doczekała tego koncertu, ponieważ zmarła nagle 31 października tego roku. Wykonanie dzieła 3 tygodnie po jej śmierci miało szczególny charakter. Wytworzyła się niezwykła, niepowtarzalna atmosfera i wiele osób miało wrażenie, jakby krążyły wokół nas duchy Elżbiety i Krzysztofa Pendereckich. To wręcz mistyczne doświadczenie.

Gościem honorowym koncertu była siostra kompozytora, Barbara Penderecka-Piotrowska, która w przejmujący sposób podzieliła się z publicznością swoimi wspomnieniami, związanymi z powstawaniem fragmentów „Polskiego Requiem”. Była z Pendereckim w lusławickim dworze, kiedy umierał papież Jan Paweł II. Wspomniała również o tym, że Andrzej Wajda zadzwonił do Pendereckiego i poprosił go w imieniu Lecha Wałęsy o skomponowanie utworu, poświęconego zamordowanym stoczniowcom.

Polskie Requiem” to epitafium, ujmujące XX-wieczne losy naszego kraju w formę mszy pogrzebowej, której podniosły styl został wzmocniony łacińskim tekstem. Jest też błagalne zawołanie „Święty Boże, Święty Mocny, Święty a Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami”, które nawiązuje do biblijnej pieśni serafinów z wizji proroka Izajasza („Hagios ho Theos, hagios ischyros, hagios athanatos, eleison hymas”). Aklamacja do Boga, trzykrotne zawołanie „Święty” ma wzmocnić siłę modlitwy błagalnej (suplikacji). W naszej tradycji narodowej ten hymn jest śpiewany szczególnie często w czasie wojen i dużego zagrożenia. Tak było podczas potopu szwedzkiego, zaborów, wojen światowych oraz w czasie stanu wojennego i pandemii koronawirusa. 

Najbardziej intensywny okres tworzenia dzieła to lata 1980-1984. Pierwszym ogniwem była „Lacrimosa”, stworzona na prośbę Lecha Wałęsy, któremu inni kompozytorzy odmówili, obawiając się konsekwencji. Penderecki natychmiast się zgodził. „Lacrimosę” można było usłyszeć po raz pierwszy w Gdańsku 16 grudnia 1980 roku podczas odsłonięcia pomnika Poległych Stoczniowców, zamordowanych w grudniu 1970.

Duchowa i intelektualna więź łączyła Krzysztofa Pendereckiego z kardynałem Stefanem Wyszyńskim, wielkim Polakiem, nazywanym powszechnie Prymasem Tysiąclecia. Kardynał, syn organisty, był wrażliwy na muzykę, w młodości grywał na perkusji. Zachwycił się twórczością Pendereckiego. We wrześniu 1971 roku uczestniczył w warszawskiej katedrze na wykonaniu „Jutrzni” w ramach „Warszawskiej Jesieni”. Po koncercie był pod ogromnym wrażeniem dzieła i osobowości kompozytora. Zanotował w swoim pamiętniku:

Jest to człowiek spokojny, skupiony, raczej poważny i smutny. Jest jakby daleki, zagłębiony w jakichś myślach. Wypowiada się jasno, podkreśla swoją niezależność polityczną i kulturalną. Właśnie wrócił z Libanu, jest urzeczony mistyką religijną Wschodu, na podkładzie grecko-chaldejskim. Jego utwory są w przeważającej formie osnute urokiem języka starocerkiewnego i greckiego. Autor jest pod urokiem bogactwa śpiewnego liturgii wschodnich. Ubolewa nad zanikiem języka łacińskiego. Cieszy się, że zgadzam się z nim w ocenie łaciny w kulturze polskiej”.

O „Jutrzni” napisał: „wielki sztorm na morzu, wśród szumu wiatrów, wzburzonych fal morskich ścierających się grzbietami”. Opisał też drugą część „Zmartwychwstanie”: „mocarna w wizji Chrystusa zwycięzcy, do którego wołają chóry i orkiestry” (zob. Grzegorz Polak, „Niedziela Ogólnopolska” 16/2024, s. 36). Potem wielokrotnie się spotykali, darzyli się sympatią i szacunkiem. Nie dziwi więc fakt, że śmierć Wyszyńskiego (28 maja 1981) ogromnie poruszyła Pendereckiego, który w błyskawicznym tempie skomponował „Agnus Dei”. Utwór był wykonany przez chór a cappella podczas uroczystości żałobnej po śmierci kardynała Wyszyńskiego 31 maja 1981 roku. Trumna została złożona w podziemiach archikatedry św. Jana Chrzciciela w Warszawie. Podczas transmisji Krzysztof Penderecki powiedział, że utraciliśmy „jednego z największych Polaków w dziejach naszej historii” i wspominał o trudnym „okresie przemian, niepokoju i niepewności o jutro” (zob. Sławomir Wieczorek, „Ruch Muzyczny”, https://ruchmuzyczny.pl/article/519-przemiany-requiem).

Światowa premiera „Polskiego Requiem” odbyła się 28 września 1984 roku w Stuttgarcie w wykonaniu tamtejszej Radiowej Orkiestry Symfonicznej, chóru Süddeutsche Rundfunk i chóru operowego, a dyrygował Mścisław Rostropowicz (rosyjski wiolonczelista i dyrygent, prześladowany przez komunistyczną władzę ZSRR, obrońca praw człowieka, pozbawiony radzieckiego obywatelstwa). Później Penderecki dopisał „Sanctus” i wspomnianą „Chaconne”, więc dopiero w 2005 roku dzieło zostało zakończone. Jego finalna część jest potężna i wielka, dodaje nam otuchy i wprowadza nadzieję.

Białostockie wykonanie przeszło nie tylko do historii Opery i Filharmonii Podlaskiej, ale jest jednym z najlepszych i najważniejszych w historii tego dzieła w naszym kraju i Europie.